burkinafazo at ownlog '06

Laos, Savannakhet


Link 02.02.2007 :: 00:24 Komentuj (1)
Pamietam kazdy zapach tego kraju, kazdy kolor,.....nawet usmiech, ktory mnie nie opuszczal na krok. Pamietam jak bylem podekscytowany zaraz po przekroczeniu granicy,......jaki ciekawy i zafascynowany po prostu sytuacja.......cisza, spokojem,.......Tu zycie ma swoje wartosci,.....zdala od komercji,......reklam,......kup proszek do prania..........bo jest najlepszy........Kraje takie sa mi bliskie......a ludzi podziwiam za walke z codziennoscia i prostota zycia.......

Tuz po przekroczeniu granicy,.......Mekkong w pelen prezencji...



Savannakhet, nad brzegami Mekkong grupa dzieciakow zajeta zabawa. Moze to codzienny rytual,..ja nie moglem sie oderwac od obiektywu przez ponad 4 godz.




uczulony jestem na te usmiechy,.....brak mi ich jak drapania



Tylko jeden, hero byl na tyle odwazny zeby skoczyc z samej gory,..jakby co 8m, wiecej problemu niz ze skokiem mial z doplynieciem do tratwy......ale i to mu sie udalo



lubie te kadry



Gekko, a raczej 1/3 jego,.......troszke ususzona...nic tylko sie schylic i walnac fote



dzieciaki mialy radoche, migawka prace, a ja.......a ja czulem ze zyje.



Tego dnia zatrzymalem sie na chwile, zeby zjesc najtanisza jak sie okazalo do tej pory zupe mojego zycia....nie liczac ogorkowej mojej mamy za ktora nigdy nic nie place, hehe, ....mialem wrazenie jakby i moj kucharz sie w czasie zatrzymal. Zupka byla yami.




na tylach .....



Chlopiec, z kopalni soli,....



Moze i brak prondu, albo cieplej wody,.....ale rowniez brak plotow i kludek



Jeszcze kilkanascie lat temu,.....wymordowano w Kambodzy miliony mnichow,..czesc z nich szukala schronienia w Laosie,......powoli wszystko wrocilo do normy, lecz o Pol Pocie nikt nie zapomni, chocby chcial



Kambodza


Link 02.02.2007 :: 01:16 Komentuj (2)
Czas powoli ucieka,...sama mysl ze trzeba wracac dobija. Czuje sie swietnie,...robie coraz lepsze fotki,...powoli brak miejsca na dysku, cos nawala, pewnie wilgoc....spotykam ludzi i chetnie ich opuszczam,...chce sie podzielic wrazeniami ale z bliskimi......czeka na mnie rok na AF, i serce mi az bije, moje zycie w tym wlasnie momencie ulega zmianie,wiem ze idzie we wlasciwym kierunku i klade sie mu do stop. Kambodza wita mnie biedota i zebractwem, trudno odkrecac glowe, to nie w moim stylu, wiec szukam kontaktu,.....lecz kontaktem sie tu nikt nie pozywi.



caly pobyt na przejsciu granicznym do Kambozdzy mial podobny klimat



dzieciaki o minie tak zalosnej ze serce sciska,...i mimo ze to gra, troche prawdy w tym jest, ....za zarobione pieniadze oplacaja nauke angielskiego,.....co jednoznacznie jest krokiem do "kariery" a raczej lepszego zycia.



bylem padniety, bolal mnie krzyz,.....w takich momentach chce tylko wyprostowac kolana,.....polozyc sie na ziemi,....albo zapomniec o wszystkim przez chwile koncentrujac sie nad wlasnie takim zdjeciem



te dlugie przejazdy powodoja, ze zaczynasz przemyslac wiele rzeczy,....kazda chwila, aby od tych mysli uciec jest dobra na nowa fotke.



Wreszcie w Shanoukville, spanie za 3 dolce, wytargowalem z 4rech, roller tez juz zalatwiony, pora zjesc. A tu niespodzianka, pytam w knajpie do you have something to eat,.....a gosciu: yeah, I got weed, have to wait 15min. zanim sie kapnolem o co naprawde chodzi hehe minela chwila, no i sie zaczelo,...15min pozniej mialem juz propozycje do przejscia w nieoficjalne miejsce na krotki smalltalk,pare gram marihuany,....albo black opium, hehe,....dalem sobie spokoj.......moim narkotykiem jest teraz Kamobodza.........a moja kobieta, wyrko......


trafilem na dzien malolatow,....obchodzony hucznie,...sztuczne ognie, lampiony,.....i inne gadzety,......w sumie milo,....



male mile cwaniaczki



kazdy miejscowosc, kazdy kraj jest inny,...ma inny klimat,...styl,..ale wszystko mi odpowiada,....czuje sie u siebie. Jest ok.



w snake house chwila na pokera z miejscowa papuszka



czuje sie wolny,....wsiadam na roller(moped), poruszam sie bez mapy,.....jade gdzie popadnie,.....mam czas,...trafiam na klasztor i mnichow........troszke odlegly teren,...pieknie na wzgorzu,.....masa malp,.....przychodza na miske ryzu,....uwielbiam malpy,.....choc lepiej im nie ufac.



wiecie ze w kambodzy mozna za 100dolcow strzelac z pancerfausta. Walisz po prostu w jakies wzgorze porosniete dzungla, opowiedzial mi amerykanski turysta......ktorego przypadkiem spotkalem zafascynowany tym faktem. Zygam takimi spotkaniami,.....tu nadal widac wojne,.....kalecy bez konczyn, oslepieni od wybochow,....dzieci bez rak,.......ofiary wojny ktora juz dawno sie skonczyla a ktorej miny nadal sa rozsiane po lasach.

Kazda chwila w miejscu jak tu,.....posrod mnichow jest dla mnie posilkiem.



Karnacja Kambodzan jest ciemniejsza od reszty azjatow,......



wdaje sie w dialog,.....w chacie mieszka dwoch mnichow, pomieszczenie ciemne, sfera prywatna odgrodzona zaslona, gdzie nie spojrzec ksiazki,......moja uwage zwraca krwista swieza roza,..w wazoniku na stole....hm? ....no coz milosc nie zna granic.....



tak naprawde to tylko ziewa,.....psy sa tu niesamowite,...kazdy kto potrzebuje terapi, bedec pogryziony przez psa,....powinien spedzic pare dni w Azji,.....o ile pamietam Tajowie nie jedza psow, za to z Tajlandii exportuje sie je do Laosu,........hehe jak jest w Kambodzy nie wiem,......ale ludzie i zwierzeta zyja w symbiozie,......to piekne,...i takie buddyjskie.......



Garden Eden



Stupa to miejsce na prochy zmarlych,....ale tez plac zabaw miejscowych dzieci........Sihanoukville



chwila zamyslenia.......



WENECJA by karnawal


Link 21.02.2007 :: 19:52 Komentuj (5)
Wenecja powinno sie dzielic...jak chlebem z glodnym lub opowiesciami podrozniczymi z przyjaciolmi. Byc tu samemu, potykajac sie o "miliony" turystow, zachwyca, byc tu z ukochana osoba zniewala na zawsze. Ta magia trwala krotko bo dwa dni a na degustacje mile was zapraszam.


na dwoch schodkach Santa Maria della Salute pozuje jedna z tysiaca tego dnia karnawalowa postac. Ten barokowy kosciol stoi na ponad milionie drewnianych pali. MILIONIE PALI!!!



kolory i kontrasty, dla mnie jak pieprz i sol



wenecka lustracja......



zagubiony tlow ksiezniczki odpoczywa w czerwonych aksamitnych portkach......



Vivaldi, Wagner i wenecka pieciolinia....tylko klucza wiolinowego brak. Tuz przy gettcie (getto=odlewnia) w czesci Canareggio



"kebab for one"



Bush czytalby do gory nogami....



pelne usta......pytanie "czego?"



pieskie zycie, ....jak bardzo odlegle od tych bezdomnych czworonogow



dwie gwiazdy: wy znacie jedna ja znam druga



salve tutti...



typowe dla tych dni karnalowej rozpusty, co do drobiazgu dopielegniowane stroje. To one i ludzie w nich ukryci dodaja uroku temu mistycznemu miejscu.



turystka...jedna z milionow



prawie jak marokko...made by poco loco



Ulotnosc chwili dobrze zapisac obrazem...



Mosty....



...a pod mostami...



Romeo! Romeo!....a nie przeciez to Wenecja, hehe



Piekna uciekla Bestia zostala...



Wrzuc pocztowke! Wrzuc pocztowke!



Canal Grande



Bajkowo...magicznie...mistycznie



szafka...



Let´s rock Canale Grande



Miasto starych par...z mlodym sercem



Zadna perspektywa nie ograniczy mi patrzenia...ani ta...



ani ta...



Czern oddycha biela ...
a dzien maszeruje za nimi...



kocham te fotke,....turysty bez glowy...



Kohl, Strauss lub inny turysta z RFN´nu z ta swoja torebka.



do golebi nalezy San Marco...mimo ze sa plaga Wenecja bez nich to jak zebra bez paskow



hehe...bez komentarza...



westchnac, zatrzymac sie na chwile, wziasc oddech, i poczuc ze sie zyje wszystkimi zmyslami.



Załóż bloga

Archiwum

2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
12
11
10
09
08
07
06
05
04
03
02
01

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl