To miasto zyje swoim rytmem,...a ja mu sie zaraz po przylocie oddaje, lykam spaliny, oczy draznie kolorami, poce sie, bo tutaj to lubie. Daleko pojde, z daleka przyjde, dokad ja pojde i przyjde skad, zdobede wszystko, gdy wszystko rzuce, smiechem powitam, Bangkoku lad. Czy jakos tak........

Pokochalem to miejsce,....jest dla mnie drzwiami na te barwna czesc swiata,...imponuje mi tu nawet smrod spalin, halas ulic i wypalajace podniebienie jedzenie. Oddaje sie temu uporzadkowanemu chaosowi i zmuszam swoje cialo aby marzlo w kolorowej Toyocie Taxi-Meter.



Specyficzne dla Azjatow sa dwie rzeczy,....pzynajmniej dla mnie, primo: upijaja sie po dwoch browarach, secondo: potrafia spac nagle i wszedzie.



Lost in Translation......



pchana wiatrem



zycie daje sobie rade na ulicach,.....



po zajeciach,...



setki osob cie mija, kazdy gdzies pedzi, kazdy cos robi, i ty je mijasz,....lecz zostaja w twojej pamieci



na zapleczu pagody, gdzie swoim rytmem zyja mnisi a wraz z nimi zwirzeta w pelnej harmonii.



na byle gowno co sie swieci kieruje swoj obiektyw....jestem pochloniety i zafascynowany..



kicz czy religia.......



kapiel na Nana Station



zmeczona twarz, widac facet ma dosc i mysli juz o wieczorze



tym razem cos cieplego do zjedzenia....



jesli klimat w Polsce bylby podobny to i u nas takie sytuacje bylyby codziennoscia....mimo to trudno usnac przy samej ulicy...jak widac jemu to nieprzeszkadza.



i jemu tez nie......



z tylu dworca....na chwile przed wyjazdem do Chang Mai

Name:

Komentarze: